Dziś będzie treściwie o Króliku… czyli King of Bongo.

Do tej pory nie miałem w zasadzie okazji popływać nim po otwartym morzu, więc ostatnie 3 przeloty były pierwszymi prawdziwymi testami

. Warunki dopisywały – miałem wszystko od ciszy do 6B, włącznie z okresami stabilnej 4-5, czyli idealnych warunków.

Lizbona – Sesimbra to – poza pierwszymi dwiema godzinami irytującej ciszy – dzień jednego z najpiękniejszych żeglowań w życiu. Doskonały wiatr, doskonale ciepło, słonecznie, szybko.

Przy baksztagu, ok. 15 kt prędkość średnia = 5,5 kt (do 7,5 na fali), holując ponton. Grot + fok, pełne.

Potem wiatry spadowe, silniejsze, około 20-22 węzły, na początku zestaw żagli jak wyżej, prędkości w podstawie powyżej 6kt, po zarefowaniu na II ref, ok. 4,8kt. Cały czas z pontonem, półwiatr – pełny bajdewind.

Płynąc z Sesimbry na kotwicowisko Arrabida, miałem bardzo zmienne warunki i napociłem się biegając ciągle do żagli na odcinku – bagatela – 9 mil. Od genakera do refowania.

Z Arrabida do sines, gdzie teraz stoimy z Patem, przeczekując kiepską pogodę, płynięcia było 9,5 godziny i też sporo zabawy z żaglami. Bardzo dobrze, bo mogę poćwiczyć refowanie, chodzenie na dziób, poruszanie się w kokpicie, pozycje, powyrabiać nawyki. Idzie mi coraz lepiej. Mam już pomysły na nowe 2 miejsca, gdzie muszę zamontować oczka do wpinania się z szelkami. Cały przelot, 38,5 Mm był raczej szybki, poza początkiem, gdzie bylem zasłonięty cyplem. Pod wieczór, po zmroku, przywialo niezgodnie z prognozą. Przewidywane 11 kt bylo tak naprawdę 18-20 kt, ale tym razem mialem blisko do portu i postanowilem pocisnąć Królika na pełnym grocie i foku. Płynąc tym razem półwiatrem, prędkości średnio oscylowały wokół 6 węzłów, dobijając do 8 kt na zjazdach z fal, które nadbiegały raczej skośnie od rufy. Trzeba było wprawdzie mocno walczyć z nawietrznością, ale żeby nie zamęczyć rąk na rumplu, poradziłem sobie montując wspomaganie w postaci odciągu z espandera. Było trochę za dużo żagla, ale tak chciałem – można by nawietrzność jeszcze zmniejszć, ale na razie mam niemożność podniesienia miecza – muszelki, oraz nie włożyłem kanistra 20l. z wodą do dziobowego bagażnika, następnym razem tak zrobię. Na kotwicowisku widzę po linii wodnej, że przydalo by się dociążyć nieco dziób. Pozytywnie zaskakujące jest natomiast jak sucho Królik żegluje, w ciągu tych 3 dni wziąlem do kokpitu tylko kilka bryzgów. Ponadto nie nurza zawietrznej burty, jeśli jest prowadzony na wprost, fale przechodzą pod nim. Podobnie jak w Salmo 15 – czuje się raczej podskakiwanie góra – dół, a nie ma w ogóle charakterystycznej dla dużych jachtow oscylacji w przechyłach. Przechyły też nie przekraczały 20 stopni, jeśli tylko siedziałem po nawietrznej, zazwyczaj było to 15 stopni – nawet podczas silnego wiatru. Zaleta ożaglowania gaflowego.

Z przygód technicznych – podarł mi się grot na odcinku 15 cm, nie mam pojęcia od czego. Myślę że coś w związku z moimi dirkami i miejscem, gdzie się rozchodzą na dwa lazyjacki. Przedarcie bylo tuż nad literką „K” w reklamie Chai Koli. Na razie zaszylem juzingiem, tak dobrze jak umiałem.  Złamałem też (ponownie) knagę szotów – bo dość głupio przyknagowałem do niej szot genakera, bezpośrednio, bez bloczka, który sprowadzal by szot równolegle do pokładu. Tylko na chwilkę… ale akurat szarpnęło do góry :( Nie podoba mi się też umiejscowienie cumowych knag rufowych i muszę je przenieść do przody, a na rufie dać kluzy. Zaczepia się o nie regularnie wodzik talii przy zwrotach. Mam też ostatnio za mało prądu, podczas przelotu do Sines udało mi się wreszcie rozładować baterię poniżejminimum i musiałem wyłączyć komputer z nawigacją. Zostawilem GPS, a netbooka włączyłem tylko na podejście, ale z własnej baterii. Ostatnio nie bylo wiele dni słonecznych. Myślę że 60W w panelach slonecznych, to akceptowalne minimum, ale nie można używać komputera 24/h. Im bardziej na południe tym będzie lepiej, póki co dziś po uprzejmości oddałem aku do ładowania do sklepu żeglarskiego w Sines. A są też inne potrzeby, jak ładowanie baterii do GoPro, ładowanie baterii AA i AAA do czołówek i SPOTa, ładowanie telefonu, światło kotwiczne codziennie etc. Oświetlenie kabiny to kropla w tym wszystkim, wszystko mam na ledach i praktycznie nic nie zużywa. Myślę też o innym rozwiązaniu samosteru, bo przeraża mnie teraz chodzenie po rufowym pokładzie w pozycji innej niż leżąca. Na dodatek są tam panele sloneczne i nie można nóg czy tylka postawić gdziekolwiek, a do motylka włączającego mój samoster trzeba sięgnąć wysoko. Nie będzie to praktyczne… zobaczymy, coś wymyślę.

Następne porty: Vila Nova de Milfontes, bardzo maly naturalny porcik rybacki na rzece, dostępny tylko dla łódek z małym zanurzeniem i na wysokiej wodzie, potem Sagres, Alvor, Portimao… i na wschód, może nawet popłynę z Patrickiem aż do Gibraltaru.

So long!

Tagged with →  
Share →
sklejki
Henri_Lloyd_150p
wawer
chaber_150p
teknos_oliva_vertical_150p
Niebieska_szkola_150p
AGA_logo_min
Edredon
logo_ost_bez
ForumExtremum
logo-kolosy
Organika Sarzyna logo
milim_150
salmo-logo-www
logo_ost_bez
Logo Jachting_150p
Wiatr_min
WaterCraft